» Blog » O syndromach słów kilka
02-02-2008 13:42

O syndromach słów kilka

W działach: RPG, refleksje, postacie, scenariusz | Odsłony: 33

O syndromach słów kilka
Hmmm

Sesja RPG pełna jest pewnych przyzwyczajeń, nawyków, wyuczonych sztuczek, stereotypów czy wręcz tradycji. Grając X czasu każda ekipa wypracowuje w swoim gronie pewien zestaw zachowań, który stosuje w określonych sytuacjach. W poniższym wpisie takie zachowania będę określał syndromami. Bo de facto są to pewne choroby, osiadłe w naszej psychice, które objawiają się zazwyczaj podobnymi symptomami niezależnie od postaci którą gramy czy świata w którym toczy się przygoda. Dziś opiszę kilka najpopularniejszych, obserwowanych przeze mnie syndromów.

Syndrom ukochanego NPC'a Mistrza Gry

Z tym syndromem spotkał się chyba każdy gracz RPG. Mistrz Gry sfrustrowany tym, że gracze mają swoje ukochane postacie, które mogą pielęgnować i rozwijać, które dokonują czynów niezwykłych i czerpią z tego frajdę, postanawia wrzucić do sesji swoją cegiełkę. Na sesji pojawia się NPC wyjątkowo precyzyjnie przygotowany, z bogatą historią, ciekawą osobowością, do tego niezwykle utalentowany, wszechstronny a przede wszystkim, wszystkowiedzący. Takie oczko w głowie Mistrza Gry. Pomaga on graczom, łazi za nimi, a czasem wręcz na siłę wykonuje za nich pewne działania. Ponadto takiemu NPCowi nic nie może się stać. Wychodzi cało z każdej opresji, do tego sam nie raz ratuje wszystkich pozostałych. W sytuacji gry Gracze ignorują ukochanego NPCa albo nie daj Boże go nie lubią, wtedy zaczyna się Bagdad. Nagle okazuje się, że ukochany NPC jest niezbędny, że posiada jakąś tajemnice i gracze i tak czy chcą czy nie muszą z nim przebywać. Gdy zaś dochodzi do walki z ukochanym NPCem to ni stąd ni zowąd okazuje się, że posiada on wszystkie cechy bojowe akurat przygotowane na taką ewentualność. Już nie mówiąc, że potrafi błyskawicznie znikać, w chwili gdy już miał zginąć. Oj tak, ukochani NPCe Mistrzów Gry to plaga i choroba pojawiająca się w pewnym okresie zawsze, u każdego. To jest jak świnka czy ospa, trzeba to przeżyć.

Syndrom Indiańskiej Pułapki

Ten syndrom nosi nazwę po postaci Lelka z kampanii PZA. Grał on wtedy indiańskim gladiatorem, którego najlepszym (i zwykle jedynym) planem działania była tzw. Indiańska Pułapka. Indiańska Pułapka polega na tym, że BG ustawia się za ścianą/drzwiami z wysoko uniesionym nad głową toporem i czeka aż przeciwnik wychyli głowę zza winkla. Proste i skuteczne. Od tego triku wziął się cały syndrom polegający na tym, że gracze bardzo często rozwiązują wszystkie problemy tępym frontowym atakiem. Często jest tak, że wszyscy przez pół sesji kombinują jak dostać się do jakiejś bazy, padają setki propozycji, tysiące pomysłów, miliony możliwości, a fakt faktem zawsze kończy się na frontowym ataku. Bo Indiańska Pułapka jest najłatwiejsza i najskuteczniejsza. Chyba wszyscy doskonale wiemy jak kończą się dokładnie i szczegółowo zaplanowane działania? Zawsze trzeba na spontanie naparzać w to co się zbliży.

Syndrom Wioślarza vel Syndrom Pijanego Marynarza

Syndrom Wioślarza nosi swoją nazwę po pewnej tawernie "Pod Wioślarzem". Tawerna ta była największą mordownią w mieście, pełną pijanych marynarzy chętnych do bójki. Tak się złożyło, że moi gracze w ciągu jednej sesji 4 krotnie odwiedzali Wioślarza by wziąć udział w tępej naparzaninie. Nie ważne czy to oni obili komuś ryj, czy ktoś obił im ryj i trzeba było śmigać do medyka, zawsze po chwili wracali żeby dalej wesoło tłuc się po pyskach. Bo naturą graczy jest chęć walki. Od owego pamiętnego Wioślarza wziął się Syndrom polegający na tym, że w chwili gdy graczom się ewidentnie nudzi, gdy nie mają co robić, gdy MG stawia przed nimi tylko intelektualne wyzwania, włącza się chęć tępej rozpierduchy. Gracze nagle porzucają podejmowane do tej pory działania tylko i wyłącznie po to by znaleźć gdzieś możliwość wyżycia się. Nie ważne czy jest to pijany marynarz, czy grupka strażników służbistów, czy zbir w zaułku, każdy jest dobry żeby trochę poturlać i zrelaksować się przy odgłosach łamanych kości. Ot syndrom szukania rozróby.

Syndrom Bogatego Kupca

Wredni Mistrzowie Gry lubią zabierać majątek swoim Graczom. Gracze nie lubią chodzić z pustymi sakwami. A jeśli tego nie lubią, to szukają szybkiego sposobu na uzupełnienie straconych zapasów. W tym momencie uruchamia się Syndrom Bogatego Kupca. Polega to na tym, że biedni gracze nagle zaczynają rozglądać się za pojedynczym, wędrującym kupcem lub szlachcicem. Czy to zaczajają się na drodze, czy oferują swoją eskortę, czy wyłapują go w karczmie. Sposobów jest wiele, ale zawsze polega to na tym, by wyłowić samotną, bogatą postać, wywieść ją w pole i okraść. Często okrada się w ten sposób swoich pracodawców, zleceniodawców nasłanych przez Mistrza Gry, czy też zupełnie przypadkowych podróżnych. Bo gdy sakwa pusta słowa "to ja szukam bogatego kupca" same cisną się na usta.

Syndrom Pustych Pomieszczeń

Wyobraźcie sobie drużynę, która właśnie szturmem bierze jakiś pałacyk, dworek, czy siedzibę szefa mafii. Wartka akcja, masa trupów, finałowa walka w sekretnych komnatach i szabrowanie... No właśnie, czy też macie tak, że ni z tego ni z owego okazuje się, że siedziba szefa mafii jest pusta? Że na dworze szlachcica praktycznie nie ma kosztowności? Że magiczna zbroja zabitego wampira rozpływa się w proch? Tak, jeśli tego doświadczyliście to widzieliście Syndrom Pustych Pomieszczeń. To taka reakcja obronna Mistrzów Gry przed łatwym bogaceniem się Graczy. W nagły i niewyjaśniony sposób sprawić by w miejscu gdzie teoretycznie powinien znajdować się majątek, nie było nic. Bo to przecież nie do pomyślenia, aby w laboratorium alchemika BG mogli znaleźć 30 mikstur leczniczych. Jedna im zdecydowanie wystarczy, prawda? Bo przecież, jeśli w sypialni lorda Gracze znajdą więcej bogactw niż ofiarowano im jako nagrodę, to będzie to nieuczciwe? Nie, nie wolno do tego do puścić. Te pomieszczenia są puste i już.

Mógłbym wymieniać dalej, bo jest jeszcze masa syndromów, które pojawiają się niemal na każdej sesji i wszyscy znamy ich dziesiątki. Każda drużyna ma swoje określenia na takie zachowania, każdy ma swoje perełki i szczególnie ważne syndromy. Wszyscy je znamy i na swój sposób dzięki nim łatwiej nam się integrować z nowymi graczami. Przychodzę na sesje do nowej ekipy i po kilku zdaniach łapie w lot "aha, tu mamy syndrom ukochanego NPC'a, trzeba więc zastosować zagrywkę nr 3", albo "aha, gracze szukają łatwego zysku, pewnie zaraz pójdą do dzielnicy kupieckiej, trzeba zastosować chwyt nr. 14" czy też "aha, gracze podejrzanie zaczepnie przyglądają się stolikowi przy oknie, trzeba zapewnić im trochę rozrywki, sięgnijmy po metodę nr. 7". Tak, syndromy ułatwiają życie. Sprawiają, że gra jest czasem bardziej przewidywalna, przez co łatwiej ją kontrolować i prowadzić. Wbrew pozorom nie ma w tym nic złego. Oczywiście ile zna się umiar.
1
Notka polecana przez: kaduceusz
Poleć innym tę notkę

Komentarze


~Shadowfax

Użytkownik niezarejestrowany
    Choroby psychiczne??!!
Ocena:
0
Sam jesteś chory. Wy indie-ludzie naprawdę nie macie się czym zająć. Bawicie się ciągle w domorosłych psychologów i udowadniacie że normalni gracze są chorzy. A sami nie potraficie grać. To wy jesteście chorzy z tym waszym gns!
02-02-2008 14:27
Avarest^
   
Ocena:
0
Kolejny bardzo fajny wpis. ;]

Od siebie dodał bym może jeszcze 'syndrom zmiennej wartości'. Na pewno wiele osób zauważyło jak połyskujący srebrem miecz w rękach BNów potrafi rozciąć najlepszy pancerz, a zwykła strzelba staje się profesjonalną bronią snajperską... Niestety, gdy tylko przedmiot trafia w ręce graczy jak za magicznym dotknięciem traci na wartości i użyteczności bo znów jest zardzewiałym mieczem, czy starą strzelbą po dziadku :)


Karczmarz --> Nie miałem okazji Ci przekazać, że imho rowadzisz najciekawszy polterowy blog ;]
02-02-2008 14:32
KRed
   
Ocena:
0
Ale motasz Karczmarzu. Najpierw, że choroby, potem, że to nic złego. Raz, że to trzeba przetrwać, potem, że może być przydatne. A wszystko wrzucasz do jednego garnka.

Przyzwyczajenia sa faktem, ale obserwowałem je niemal wyłącznie w grupach grających kilka lat w gry o schemacie "poszukiwanie przygód".
02-02-2008 14:56
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
0
@Avarest

Dzięki :] Staram się jak mogę

@paskud

Słówko choroby padło tam by usprawiedliwić użycie słówka syndrom, który jak by nie patrzeć odnosi się do chorób :] Ot cała filozofia.
02-02-2008 15:13
Wlodi
   
Ocena:
0
Ty indie postnuklearny Karczmarzu ;P hehe

Czuje sie urazony :P. Kazdy z moich ulubionych NPCow w koncu i tak ginal...

A teraz na powaznie...

Moim zdaniem nie da sie uciec od takich rzeczy. Jest to dosc czeste i moze co najwyzej wychodzic z nieprzemyslanych decyzji MG.
Jesli stworzyl owe pomieszczenie, i jest to dom bogatego kupca. To powinienen dac BG tyle zlota, ile prawdopodobnie by sie tam znalazlo.
A nie deklarowac, iz piec minut temu wszyscy opuscili to domostwo i nic tam nie ma.

Patrzac na wymienione przypadki, najczesciej spotyka sie ulubienca MG.
Dla mnie doskonalym tego przykladem jest zapamietany przezemnie ( i pewnie rozwniez przez Ciebie ). Glowa Wampirzego rodu z WOD'a.
Ta sesja przejdzie juz do historii, gdyz wiekszego chlewu nie odczulem w swym zyciu.

A szef rodu... coz... kiedy widzialem oczy ludzi patrzace na mnie z wyrazem "to nie ma sensu, daj spokoj, nawet sie juz nie kluc" zrozumialem z kim mam do czynienia...


Jeszcze dorzuce do Bogatego Kupca. Pieknym jest jeszcze, kiedy gracz posiadajacy wysokie statsy do hanldu, nagle chce sprzedac kawalek smiecia, kupcowi. Wmawiajac, iz jest to wielki artefakt. I, jak ma sie wtedy czuc MG? ;P
02-02-2008 15:24
Szabel
    @~Shadowfax
Ocena:
0
Z Karczmarza taki indianin jak ze mnie cierpiętnik i altruista. On tylko rozsądnie gada o mainstreamie.
02-02-2008 19:56
kaduceusz
   
Ocena:
+1
Ale wpis zrobiłeś Karczmarzu :-P Streśćmy go:

a] syndrom = choroba = ojej!
b] abecadło "syndromów"
c] a nie, jednak z umiarem to nie są takie złe, chrorujcie na zdrowie.

Powiem więcej:
Generalnie całe to abecadło kojarzy mi się z grą nudną, niezbyt udaną - sam nie chciałbym grać w sesji, która tak wygląda.

Proponuję inne podejście. Wystąpienie każdego z tych zjawisk coś oznacza i to spostrzezeni do czegoś może prowadzić. Moje luźne przemyślenia:

Ulubiony enepec:
MG chciałby tworzyc fajne (w jego mniemanu prynajmniej :-) historie, ale drużyna mu w tym nie pomaga, więc facet pomaga sobie sam

Indiańska pułapka:
Początkowy opis wyglądał tak, jakby gracz nie chce niczego tracic, tylko zyskiwać na maksa :-P Nie jestem przekonany, czy ma to coś wspólnego z front[/b]alnym[/b] atakiem, który kojarzy mi się raczej z blokiem decyzyjnym. Indiańska pułpaka to jak dla mnie najgorszy mozliwy typ gracza - ja bym takiego nudziarza wywalil z druzyny :-P [sorry, Lelek :-P]

Tawerniana nawlanka:
Generalnie gracze chcą akcji. Dedeki to nieźle uchwyciły - "cut the crap and get to the action!" Czyli nawalanka niemal non stop :-P Inaczej mówiąc - Mistrzy Gry, nie przynudzaj!

Bogaty kupiec:
a] Mistrzu Gry - byłeś skąpą pipą - no to masz!
b] Gracze - widocznie nie macie nic ciekawego do roboty, jak podejmujecie nudziarskie próby pozbawienia kogoś złota, skazujc waszego MG na nerwową improwizację
c] jeszcze jakby scenariusz był o tym [BTW - polecam kłamstwa Locke'a Lamory"], ale przecież niejest, co?

Ja nie wiem, dla mnie sesja, na której ktoś rzuca ni z tego ni z owego - ej, jesteśmy biedni, obrabujmy kupca! - bliska jest kwintesencji nudy. Czy wogole powstaje w ten sposob jakaś ciekawa historia? I dlaczego na konwentach spotyka się ludzi opowiadajacych w ypiekami na twarzy o takich "wspanałych wyczynach"?

Syndrom pustych pomieszczeń
To z kolei klasyczny przykłąd asekuranctwa Mistrza Gry. Ponieważ klasyczna gra o awanturnikach pozbawiona jest głębszego sensu niż radosne "wzbogacamy się i koksimy postacie!" jedyna motywacja dla bohaterow jest własnie bogacenie się i killowanie bestii. Niestety często MG ma głębokie przekonanie, zresztą poparte zapewnie bezsensownymi zagrywkami ich graczy, że duzy power równa się rozwalenie jego wymarzonej sesji. Stad sztucznie ogranicza go graczom, stale sprowdzając sesję do "startujemy z niczym, zostajemyz niczym".
03-02-2008 01:33
Wlodi
   
Ocena:
0
Kaduceuszu wydaje mi sie, iz patrzysz przez pryzmat jednostrzalowek, ew. przygod konwentowych.
Tak naprawde wiele z tych sytuacji powstaje podczas bardzo dlugich kampani. Wielu graczy poprzez tworzaca sie i narastajaca psychike postaci, nabiera roznych cech. W tym chociazby chec wykorzystywania innych.
Sam mialem gracza ktory chcial sprzedawac nic za duze pieniadze. Powiem szczerze, iz jesli sie umie improwizowac to problem jest rozwiazany. Niestety trzeba sie przygotowywac na takie sytuacje.

Gralem kiedys postacia inzyniera w swiecie warhammera w podeszlym wieku. Byl to czlowiek pragnacy na starosc zyskac sporo pieniedzy i wreszcie zyc w luksusach. Powiedzialem to mistrzowi gry, jednakze on zrobil i tak przygode pod swoich stalych graczy. Mimo tego i tak bawilem sie bardzo dobrze, w pewnym stopniu tworzac watek wokol swojej postaci.

Prowadzenie z punktu A do punktu B przygody. Ogranicza, iz takich sytuacji raczej nie powinno byc.
Jednakze kiedy gra trwa rok, albo dlugie miesiace. Wtedy trzeba sie szykowac, iz cos takiego sie stanie.
03-02-2008 12:04
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
0
@kadu
Generalnie całe to abecadło kojarzy mi się z grą nudną, niezbyt udaną - sam nie chciałbym grać w sesji, która tak wygląda.

Bo oczywiście są to wady. Nikt nie lubi "ukochanych NPCów" nikt nie lubi "pustych pomieszczeń" "pijany marynarz" pojawia się ewidentnie gdy drużynie się nudzi, a "indiańska pułapka" wyskakuje w przypadku gdy gracze nie mają pomysłu/nie chce im się kombinować. Są to zachowania niechciane, ale mimo wszystko pojawiające się. Jak Włodi zauważył w zasadzie nie da się uniknąć pojawienia któregoś z syndromu w pewnym momencie. Nikt nie jest idealny i to czasem wypływa. Zaletą syndromów jest jednak ich przewidywalność. Tak jak napisałem na końcu: pojawienie się syndromu od razu na tacy uruchamia czujnik "aha.. pojawił się syndrom, muszę coś z tym zrobić". W przypadku nieprzyjemnych/nudnych/szkodzących rozgrywce scen, nie objętych syndromami, trudniej zareagować.
03-02-2008 17:35
kaduceusz
   
Ocena:
0
Qball, nie spamuj. Skróćcie to przynajmniej do jednej linijki :-P
03-02-2008 23:39
Qball
   
Ocena:
0
Dobra, dobra. Deletuje powyższe.

Co nie zmienia faktu że to co opisuje Karczmarz to kolejne patologie z cyklu "Zróbmy sobie problem".

Syndrom ukochanego NPC - nigdy nie stwierdziłem ani u siebie ani u MG u których grałem. Nie przywiązuję się do postaci pobocznych, bo i po co?

Syndrom indiańskiej pułapki - ermmmm, że jak? Stawanie za drzwiami i walenie kogoś w głowę albo frontalny atak to syndrom "braku zwojów mózgowych" lub też syndrom "to se zrobię nową postać, phi". Jeśli gracze nie chcą wyjść przed resztą na bezmózgich siekaczy to po dwóch, trzech razach nie stosują już tej taktyki. U mnie to się samo reguluje wewnątrzdrużynowo. Poza tym nie mają po dziesięc lat żeby myśleć że to jedyny sposób. Zachęcanie graczy do myślenia i testowania swoich planów powoduje że gracze nie robią takich głupot. Zresztą jeśli plan jest naprawdę dobry i MG widzi że gracze świetnie wszystko przemyśleli to po co miałby upierniczać graczy? Żeby samemu mieć radochę?
Nieco kombinowania i scenariusze w których oprócz walki są zagadki i problemy których nie da się rozwiązać siłowo podnosi poziom kreatywności drużyny, a co za tym idzie zmniejsza ryzyko wystąpienia takiej akcji jak opisana.

Syndrom wioślarza - gracze w tawernie spędzają czas żeby odpocząc. Jak chcą rozwałki i widzę to, to im ją funduję. Czasem chcą się zabawić w mieście i robią imprezę w tawernie. Czasem kończy się bójką barową. Jeśli tak się kończy - i to z winy graczy - to jest to wyraźny sygnał że gracze chcą akcji, dungeon crawla i H&S'u. Więc dajemy im to czego chcą.

Syndrom bogatego kupca - zdarzało się, nie powiem. Ale kupiec może mieć duże wpływy i spore plecy. Zazwyczaj graczom takie krzywe akcje na zdrowie nie wychodziły. Zresztą nie jestem skąpy i wiem że gracze muszą się dowartościować materialnymi rzeczami, w postaci nie tylko magicznego chłamu ale i złotych monet - czują się wtedy pewniej :) Ale bez przesadyzmu.

Syndrom pustych pomieszczeń - jak wyżej - nie jestem skąpy. A gracze wiedzą że nie moge im dać więcej kasy bo to popsuje rozgrywkę nam wszystkim. Zresztą gdyby załatwienie sobie pieniędzy w łatwy sposób byłoby takie bezproblemowe to na ulicach walałyby się złote monety szczęsliwych i bogatych mieszczan i wieśniaków. Prowadząc, pamiętam jak kilkakrotnie gracze zatrudniali się jako wykidajła w knajpach, górnicy, woźnice kompanii przewozowych czy nawet szeregowi członkowie milicji. Jeśli nie mieli oporów i sprawiało im to frajdę, nie uskarżali się że muszą pracować a są przecież bohaterami, to wiem że nie będą napadali bezbronnych kupców a komnata antagonisty którego zabili nie musi być koniecznie wypchana skarbami pod sufit.

Jeśli to co opisał Karczmarz to bolączki czyichś sesji - współczuję. Naprawdę. Ale wszystko da się wyprostować - no, może nie wszystko ale wiele.
Powodzenia więc w prostowaniu krętych ścieżek na których czają się indiańskie plemiona Mechanikan i Gieenesów.
04-02-2008 00:06
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
0
@Qball
Jeśli to co opisał Karczmarz to bolączki czyichś sesji - współczuję.

Przecież sam napisałeś, że prawie wszystkie te syndromy pojawiają się u ciebie (tylko że je rozwiązujesz - co nie zmienia faktu, że się pojawiają), więc my też współczujemy :]

A co do ukochanego NPC'a kilkukrotnie już po sesji zwracałem Mistrzom uwagę na ten problem i prawie zawsze słyszę odpowiedź "nie no co ty, on taki jest, ja tam wcale do niego przywiązany nie jestem" :]
04-02-2008 09:08
Qball
   
Ocena:
0
Nie Karczmarzu, ja nie napisałem że to bolączki moich sesji. U mnie to nie są syndromy.
To po prostu zwykłe zachowania które albo się nie zdarzają, albo zdarzają się niezwykle rzadko, ergo - syndromami nazwać tego nie można. Co najwyżej symptomami które dają mi znać że dzieje się coś niedobrego i powinienem zaingerować w opowieść żeby gra nadal sprawiała radość i nie męczyła graczy.

Za PWN:

syndrom [gr. sýndromos ‘zbieżny’], med. zespół objawów dotyczących różnych narządów i układów organizmu, charakterystyczny dla obrazu klinicznego choroby

Znaczy to tyle że sesja jest "chora" i z powodu rzeczonej "choroby" zachodzi jakaś zależność - trzeba leczyć. Na wczesnym etapie to symptom - choroby jeszcze nie ma, więc trzeba zapobiec jej rozwojowi.

Jeszcze tylko co do ulubionych NPC - to gracze wybierają ulubionego NPC. To gracze mogą przywiązać się do kogoś, ale nie MG. Ładowanie na siłę faworyzowanego NPCa psuje tylko zabawę, jeśli ta postać jest faworyzowana tylko przez mistrza. Jeśli gracze faworyzują bohatera pobocznego to znaczy że przypadł im on do gustu, i można go mocniej eksploatować bez uszczerbku dla rozgrywki.
04-02-2008 10:54
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
0
@Qball

Przecież dokładnie o tym jest notka :] Że są to objawy mówiące kiedy powinieneś zareagować.

A co do faworyzowania NPCa to pewnie dawno wyrosłeś z tego, ale grając z nowymi ekipami jestem w stanie założyć się o wszystkie pieniądze, że ukochany NPC MG się pojawi :] Z moich ostatnich doświadczeń: na 6 sesji u nowych MG (takich którzy nie są mistrzami z 8 letnim stażem tylko mistrzują od czasu do czasu) syndrom ukochanego NPC'a pojawił się 4 razy. Oczywiście wśród zaawansowanych MG raczej ten problem nie występuje (choć pozostałe syndromy pojawiają się spokojnie nawet wśród najtwardszych graczy)
04-02-2008 12:33
Lellek
    Indiańska pułapka
Ocena:
0
Skoro wszyscy postanowili mnie zjechać za mój szczwany trik to może ja troszkę sprostuję.

Grasz wielkim tłukiem. 2 metrowym pudzianem o malutkim móżdżku. Dla takiej postacii chowanie się za ścianą i czekanie z toporem w ręku jest wielkim i szczwanym planem. Nie ma to nic wspólnego z egoizmem czy chęcią wycofywania się z zagrozenia. Jest to uzasadnione fabularnie i zgodne z charakterem postacii. Ostre przerysowanie ,komiczna sytuacja. Więc proszę nie jedźcie bez znajomościu kontekstu.

Karczmarz zastosował termin pułapki w trochę innym znaczeniu.

A tak btw:
@Kadu:
Początkowy opis wyglądał tak, jakby gracz nie chce niczego tracic, tylko zyskiwać na maksa :-P Nie jestem przekonany, czy ma to coś wspólnego z front[/b]alnym[/b] atakiem, który kojarzy mi się raczej z blokiem decyzyjnym. Indiańska pułpaka to jak dla mnie najgorszy mozliwy typ gracza - ja bym takiego nudziarza wywalil z druzyny :-P [sorry, Lelek :-P]

Nudziarz??? Egoizm??? Rpg to odgrywanie postaci drogi Misiu. Jeśli gracz gra postacią egoistyczną tchórzliwą albo niechętną do walki i robi to dobrze to wnosi bardzo wiele do sesji. Z Twojego wpisu można wywnioskować ,że tylko postacie grające aktywnie na rzecz dobra druzyny mają rację bytu. Miłej zabawy w paladynów ratujących księżniczki.
04-02-2008 13:32
kaduceusz
   
Ocena:
0
> Nudziarz??? Egoizm??? Rpg to odgrywanie postaci drogi Misiu.

Chcesz podyskutować, to wyłącz ego :-P

Naomiast co do tego czym jest RPG, to osobiście skłąniałbym się do opinii, że RPG to wspólne tworzenie historii przede wszystkim, a odgrywanie postaci potem.

> Jeśli gracz gra postacią egoistyczną tchórzliwą albo niechętną do walki i robi to dobrze to wnosi bardzo wiele do sesji.

Redukując do absurdu: jeżeli gram superegoistyczną postacią, to mogę nie z tego ni z owego rozłączyć się od drużyny i zmusić MG do prowadzenia mi całkiem osobnej sesji. Ba, to będzie super-ogdrywanie, wnoszące wiele do sesji.

Ale, ale, ja w sumie jestem gotow zgodzić się z powyższym stwierdzeniem, jeżeli odpowiednio zdefiniujemy "robi to dobrze" ;-) Na sesji, wbrew temu co mogłoby się czasami niektórym wydawać, przede wszystkim gramy z sobą jako z osobami, a nie postaciami w grze. Jeżeli zwracasz na to uwagę to faktycznie, można bardzo fajnie egoistyczną, tworzącą konflikty postacią poczadować :-)

Co do super-odgrywania jako terminu to pozwól, pozostanę sceptyczny.

> Z Twojego wpisu można wywnioskować ,że tylko postacie grające aktywnie na rzecz dobra druzyny mają rację bytu.

Nie pisałem tego na płaszczyźnie

postać - drużyna

tylko:

gracz - grupa grających.

Także nie mam nic przeciwko konfliktom wewnątrz drużyny, ba jestem wielkim zwolennikiem takiej gry, dopóki nie prowadzi do konfliktów w grupie grających.

> Miłej zabawy w paladynów ratujących księżniczki.

Uuu, to gra w paladynów ratujących księżniczki to gorsze rpg? :-P

> [o postaci Leleka] Ostre przerysowanie ,komiczna sytuacja. Więc proszę nie jedźcie bez znajomościu kontekstu.

Miej pretensje do Karczmarza, on to tak opisał :-P
04-02-2008 15:01
Karczmarz
    Hmmm
Ocena:
0
@kadu i Lelek
Miej pretensje do Karczmarza, on to tak opisał :-P

Użyłem tej nazwy (przytoczyłem skąd akurat taka nazwa) do określenia "stosowania rozwiązań siłowych w miejscu w którym można by pokombinować". Mniej więcej taka była zasada "indiańskiej pułapki" - stawanie za drzwiami jako użycie prymitywnego rozwiązania siłowego zamiast głębszej kombinacji. Potem już używaliśmy tej nazwy w szerszym kontekście (np. jak rozważaliśmy to którędy dostać się na zamek wampirów, określenie "to co? Indiańska Pułapka?" oznaczało brutalne rozwiązanie siłowe zamiast kombinowania :]
04-02-2008 15:39
Lellek
   
Ocena:
0
@Chcesz podyskutować, to wyłącz ego :-P

Nie chcesz bitwy to nie zaczepiaj.

@Naomiast co do tego czym jest RPG, to osobiście skłąniałbym się do opinii, że RPG to wspólne tworzenie historii przede wszystkim, a odgrywanie postaci potem.

Jasne że tworzenie historii. Ale historia wychodzi raczej jako starcie cech indywidualnych wszystkich graczy, a nie gracze kminią jak zrobić żeby wyszła fajna historia. Dobry przykład, zeszła sesja: Gracze zaczeli do siebie naparzać z czego tylko się dało i na końcu poległem. Ale klimat i historia wyszła naprawdę BARDZO klawa. Gdybyś szedł od drugiej strony nie uzyskałbyś takiego efektu.

@Redukując do absurdu: jeżeli gram superegoistyczną postacią, to mogę nie z tego ni z owego rozłączyć się od drużyny i zmusić MG do prowadzenia mi całkiem osobnej sesji. Ba, to będzie super-ogdrywanie, wnoszące wiele do sesji.

Umiejętność dobrego dyskutowania to również wybieranie odpowiednich, wyważonych argumentów. Sorry ale przytaczanie skrajnych patologii argumentem nie jest.

@Ale, ale, ja w sumie jestem gotow zgodzić się z powyższym stwierdzeniem, jeżeli odpowiednio zdefiniujemy "robi to dobrze" ;-) Na sesji, wbrew temu co mogłoby się czasami niektórym wydawać, przede wszystkim gramy z sobą jako z osobami, a nie postaciami w grze. Jeżeli zwracasz na to uwagę to faktycznie, można bardzo fajnie egoistyczną, tworzącą konflikty postacią poczadować :-)

Robi to dobrze. -"odgrywa postac wiarygodnie, cechy postaci wynikają z przyjetego szkieletu postaci a nie z charakteru gracza"

Jasne ,że jest różnica pomiędzy tworzeniem ciekawych postaci a skrajnym indywidualizmem. Tylko że trzymając się tej granicy nie ma się czego bać. Jeśli jakiś gracz tworzy postać , która swoim zachowaniem powduje wściekłość [ nie mówie o przypadku kiedy każda postac danego gracza powoduje wściekłość] i wychodzisz z sesji z zaciśniętymi pięściami, to możesz być wdzięczny. Jeśli po sesji osiadają na tobie jakieś emocje to znaczy ,że sesja była udana.


@Nie pisałem tego na płaszczyźnie
postać - drużyna
tylko:
gracz - grupa grających.
Także nie mam nic przeciwko konfliktom wewnątrz drużyny, ba jestem wielkim zwolennikiem takiej gry, do]póki nie prowadzi do konfliktów w grupie grających.

Nie rozumiem pojęcia konfliktu w grupie grających. Mówisz że moment w ,którym wszyscy są już tak źli że nie są w stanie zachować dystansu pomiędzy postacią a ego jest zły? Panie, to jest sama wisienka na deserze. Rpg jest po to żeby budzić emocje {nie istonie czy złość czy radośc czy ... }.

Pozatym sam na podstawie 3 zdań opisujących zachowanie mojej postaci, zrecenzowałeś i napiętnowałeś mój 'blok myslenia'.- czytaj mnie jako gracza Więc proszę nie twórz mi z wielkopańska miną podziałów w dyskusji typu gracz-drużyna itd.

@Uuu, to gra w paladynów ratujących księżniczki to gorsze rpg? :-P

Nie, ale jeśli lubisz szablony typu: wszyscy jesteśmy drużyną ,przytulmy się żeby nie wypłynęły negatywne emocje ,to bez wątpienia będzie jak ulał.

Pzdr.
04-02-2008 16:17
kaduceusz
   
Ocena:
0
> Nie chcesz bitwy to nie zaczepiaj.

:grin:

> Ale historia wychodzi raczej jako starcie cech indywidualnych wszystkich graczy, a nie gracze kminią jak zrobić żeby wyszła fajna historia.

Moim zdaniem nie doceniasz różnorodności sposóbów grania. Bo ja akurat gram dokłądnie w ten drugi sposób i też na efekty nie narzekam.

> Umiejętność dobrego dyskutowania to również wybieranie odpowiednich, wyważonych argumentów.

Dzięki za radę. Jeżeli przyjrzysz się uważnie mojej wypowiedzi zwrócisz uwagę, że napisałem że to przykład redukcji do absurdu :-> Czytaj - do czgo mogłoby doprowadzić taie myślenie, gdyby je konsekwentnie cioągnąc dalej.

> Robi to dobrze. -"odgrywa postac wiarygodnie, cechy postaci wynikają z przyjetego szkieletu postaci a nie z charakteru gracza"

Powiem tak - mam w nosie wiarygodniaść, jeżeli kłóci się z moją dobrą zabawą. Erpegi to rozrywka umowna.

> Jeśli jakiś gracz tworzy postać , która swoim zachowaniem powduje wściekłość [...] i wychodzisz z sesji z zaciśniętymi pięściami, to możesz być wdzięczny.

Mam być wdzięczny jakiemuś palantowi za to, że rozwalił sesję, a mnie mało szlag nie trafił?! Nie brzmi jak dobra zabawa, sorry.

> Jeśli po sesji osiadają na tobie jakieś emocje to znaczy ,że sesja była udana.

Jeżeli po sesji uważam, ze dobrze się bawiłem, to była udana. Emocje? Takie tru, prawdziwe emocje (TM) powinny być jak najdalej od RPG.

> Nie rozumiem pojęcia konfliktu w grupie grających. Mówisz że moment w ,którym wszyscy są już tak źli że nie są w stanie zachować dystansu pomiędzy postacią a ego jest zły? Panie, to jest sama wisienka na deserze.

Dla mnie to jest wisienka na kupie łajna. Rozumuję teraz, ze Twoim ideałem sesji jest głęboka frustracja wszyskich grających, ale coś mi się wydaje, ze gro erpegowców nie podziela tego zdania.

> Pozatym sam na podstawie 3 zdań opisujących zachowanie mojej postaci, zrecenzowałeś i napiętnowałeś mój 'blok myslenia'.- czytaj mnie jako gracza Więc proszę nie twórz mi z wielkopańska miną podziałów w dyskusji typu gracz-drużyna itd.

Odniosłem się do tego, co napisał Karczmarz, nie wiem o co się zacietrzewiasz. Zresztą napisałem "wygląda mi to jakby", więc możesz już przestać zarzucać mi, że potępiałem wtedy Ciebie jako gracza.

Potępiam dopiero po tym, co napisałeś teraz ;-)

> Nie, ale jeśli lubisz szablony typu: wszyscy jesteśmy drużyną ,przytulmy się żeby nie wypłynęły negatywne emocje ,to bez wątpienia będzie jak ulał.

Wolę je na pewno od: "ale sesja była! Jurek tak wkurzył Maćka, że ten wyjechał mu z bańki, a potem podarł jego kartę postaci! Dawno takich emocji nie przeżyłem!"

A poza tym najstarsza gra fabularna opiera się właśnie na takim schemacie - trochę szacunku dla Matki :oPPP

@"wielkopańska mina"

Bo widzisz, jam Pan! :-)

Pozdrawiam,
kadu
04-02-2008 17:44
Lellek
    crush kill & destroy
Ocena:
0
@Powiem tak - mam w nosie wiarygodniaść, jeżeli kłóci się z moją dobrą zabawą. Erpegi to rozrywka umowna.

Powiem tak , możesz jechać na ryby bez wędki , nawalić się z kumplami i nasikać do jeziora . Tylko czy ma to coś wspólnego z wędkowaniem?

@Mam być wdzięczny jakiemuś palantowi za to, że rozwalił sesję, a mnie mało szlag nie trafił?! Nie brzmi jak dobra zabawa, sorry.

Nie rozumiem czemu wywołanie gniewu musi byc tożsame z rozwaleniem sesji. Destylujesz sobie w czasie trwania sesji różne emocje {radość, zduminienie, ciekawość} i takie uczucia przyjmujesz z radością. Tylko ,że spektrum składa sie jeszcze z ciemnej strony palety, która niby rozwala sesję. IMHO zabawiasz się w wiecznie naćpanego wesołego hipisa. Niby radośnie ale jakoś nie odkrywczo.

@Jeżeli po sesji uważam, ze dobrze się bawiłem, to była udana. Emocje? Takie tru, prawdziwe emocje (TM) powinny być jak najdalej od RPG.

A to dziwne. Zawsze sądziłem ,że to tak jak z filmem. Po dobrym filmie siedzisz w fotelu i w zamysleniu patrzysz na napisy końcowe. Dobry film gra na PRAWDZIWYCH emocjach.
Chyba wychodzi na to ,że ja lubię porządną kinematografie a Ty..... teletubisie.

@Dla mnie to jest wisienka na kupie łajna. Rozumuję teraz, ze Twoim ideałem sesji jest głęboka frustracja wszyskich grających, ale coś mi się wydaje, ze gro erpegowców nie podziela tego zdania.

Może i być frustracja, może być i radość. Jak długo jest to przemyślane i wnosi ciekawy powiew do sesji. Czytaj ze zrozumieniem , ja nie mówie o gościu ,który swoim zachowaniem rozwala sesje. Ja mówie o wytrwnym graczu który tak umiejętnie dodaje składniki do kociołka ,że wychodzi mu kozackie danie {bynajmniej nie musi być na słodko}.

@Odniosłem się do tego, co napisał Karczmarz, nie wiem o co się zacietrzewiasz. Zresztą napisałem "wygląda mi to jakby", więc możesz już przestać zarzucać mi, że potępiałem wtedy Ciebie jako gracza.
Potępiam dopiero po tym, co napisałeś teraz ;-)

Jak na mój gust miałeś nadzieje sprzedać komuś darmowego pstryczka w nos. Ale jak mawiają "nie wywyołuj Lelka z lasu".

@Wolę je na pewno od: "ale sesja była! Jurek tak wkurzył Maćka, że ten wyjechał mu z bańki, a potem podarł jego kartę postaci! Dawno takich emocji nie przeżyłem!"

Ja nie wiem jak na tak sformułowaną myśl mam odpowiedzieć. Chyba równie kretyńskim przejaskrawieniem będzie najlepiej:

"ale sesja była, wszyscy złapaliśmy się za ręce i zaczęliśmy nucić nasze ulubione piosenki z repertuaru Arki Noego. Potem żeby nie zdenerwować Maćka i nie przerwać kręgu przyjażni wylizałem mu buty. Na koniec od tych słodkości puściliśmy pawia. Było klawo"

Pzdr.
04-02-2008 19:05

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.